Jeśli nowy iVTec-Turbo Hondy będzie tak dopracowany jak obecnie iVTec to rejteruję w ciemno razem z Hondą . U nich chyba nie było niedopracowanych silników, więc mam nadzieję, że Honda utrzyma ten poziom . Honda pokazała to zresztą przy okazji pierwszego swojego diesla 2.2 (2003 rok), który okazał się bardzo dobrym silnikiem, pomimo tego, że nie mieli doświadczenia w konstruowaniu diesli. Co do Mazdy również sądzę, że świetna sprawa, chociaż nie turbo, ale pokazali że można zupełnie inaczej i wcale nie gorzej.
arturas03, Miałem to napisać, ale mnie wyprzedziłeś. U mnie na Podkarpaciu, gdzie rolników kupa, na rynku z 10 stojących 1 jest producentem, a reszta jedzie na produktach z giełdy krakowskiej lub z zakupów w Kaulfandzie, Biedronce itp.
Wracając do tematu. Dawno, dawno temu samochód był dobrem ekstremalnie luksusowym. Jak kupowałeś auto to jedno - dwa na całe życie. Ponadto jeździło się po 10 tys km rocznie. Fakt, że Golf 1 czy 2 wytrzymywał 500 tys km, ale w jakim komforcie i w jakich osiągach. Elektroniki zero itd.
Dzisiaj jak zobaczyć na naszym forum pewnie średni wiek posiadacza nowego auta to 35 lat, a skody Octavii kilkuletniej używanej to pewno poniżej 30 lat. O częstych zmianach aut nie wspomnę. Podobnie jest na innych forach różnych marek. Tak więc auta są coraz bardziej dziadowskie, ale łatwiej dostępne i lepiej wyposażone. Dawniej Mercedes S miał 2-4 poduszki. Teraz każdy ma 6, ESP itd. Coś za coś.
Fakt, że wkur..... jest ograniczenie wieku starczego auta do 200 tys km, ale buda bez gnicia wytrzyma nam spokojnie 10-15 lat, wystarczy wymienić silnik i dalej jazda.
To nie wina zachodu, że u nas auto dalej kosztuje duże pieniądze, a dla nich jest to parę pensji. Ciekawe co robią teraz Niemcy, którzy po 4 latach dobiją do 200 tys i silnik padnie. Sprzedadzą na wschód ?? Przecież 1.4 tsi jest już parę lat i jakoś Niemcy nie biadolą na nie, podobnie z 1.6 TDI. Nikt drastycznie ich nie wyprzedaje, albo nie tracą jakoś wyraźnie na wartości.
Nie ma co rozdmuchiwać sztucznie problemu. Jak ktoś jeździ normalnie do 25 tys rocznie to auto na 10 lat mu starczy. Jak ktoś jeździ więcej, to albo ma firmę, albo specyficznie dobrze płatną pracę i tak wymienia auto co 5-6 lat. Przeżyjemy i to. :diabelski_usmiech
[ Dodano: Wto 25 Lut, 14 21:31 ] Tippo, Ja sam przeszedłem na LL, bo robiąc 8-9 tys rocznie bez sensu było wymieniać olej co roku. Robię wymiany co 2 lata, bez względu na przebieg, a silnik zalewam Castrolem LL.
Idea LL miała raczej na myśli użytkowników, którzy robią po 50 tys rocznie i więcej, bo trudno jeździć co 3 miesiące na serwis. Więc co te pół roku jest mniej upierdliwe. A robiąc tyle km głównie w trasie nie degradujemy tak oleju. Ale zapis co 2 lata był pomyłką, bo miejscy użytkownicy z miłą chęcią korzystali z tych 30 tys lub dwa lata, a już sama jazda na krótkich dystansach degraduje olej, a co dopiero przedłużanie terminów. Wg. mnie wystarczyło ściąć termin do co roku lub 30 tys i byłoby ok.
Szkoda strzępić języka. Komentarze mówią całą prawdę...
Co do reszty...
Na www.zlomnik.pl był kiedyś pięęękny wpis, w którym autor zjechał z góry do dołu markę Mercedes dając szereg przykładów na to, jak stoczyła się ona w hierarchii grupy premium na samo dno, począwszy od W210 (okular) poprzez kolejne modele przeginając z "postarzaniem produktu". Łapiące w sidła potencjalnego klienta, szmery-bajery i powierzchowne gadżety mające dodawać wrażenia "komfortu", odwracały uwagę od tego co naprawdę w trawie piszczy, a więc zaszczepienia sprytnymi licznikami zużycia podstawowych elementów, blokując pracę danego podzespołu po odpowiedniej ilości użyć. Np. wariujące po określonej ilości "zamknięć" i "otwarć" zamki centralne, padające pompy hamulcowe - po określonej liczbie naciśnięć pedału hamulca itd. Całość natomiast wydatnie pokrywając gównianą fuszerką, w postaci kiepskiej jakości montowanych części eksploatacyjnych, jednakowoż wciąż usiłując być premium, nadrabiając właśnie oferowanym gadżeciarstwem. Zatem czy obecne faszerowanie elektroniką, przy coraz krótszym cyklu eksploatacyjnym, czegoś Wam nie przypomina :?: Czy ktoś nie ma wrażenia deja vu :?:
Oto puenta tamtego wpisu i niech posłuży ona, za lekcję opamiętania i trzeźwego myślenia:
"Niestety, obecne produkty premium poczucie luksusu wywołują tylko przez chwilę, gdy się jej „odpakowuje” lub po prostu maca w salonie, a potem, w miarę ich użytkowania, okazuje się, że są takie same jak te zwykłe, tylko ładniej opakowane, natomiast jakość nie różni się. Różnić się nie może, bo wszystko powstaje na tych samych liniach produkcyjnych, żeby obniżyć koszt wytworzenia. To dlatego teraz w Mercedesie pracuje ten sam silnik co w Dacii Lodgy, a komponenty dostarczają ci sami poddostawcy – różne tam Valeo, Bosch i Delphi. Jedyne co zostało premium, to legenda marki i cena. A zatem jeśli kusi Was Mercedes, kupcie sobie Dacię – jedyne, co się różni, to odczuwanie jakości, które zresztą jest bardzo subiektywne i niestety dość ulotne. Przy czym o ile w Mercedesie początek jest super, a potem występuje równia pochyła, o tyle w Dacii jest słabo już na początku i tak zostaje. To co jest bardziej znośne?"
IMO kazdy innaczej spoglada na ta sytuacje, jak ktos wczesniej napisal, my polacy calkiem innaczej podchodzimy do sprawy niz Niemcy, u ktorych nie dosc ze kredyty w porownaniu do naszych sa na wypasie, to dodatkowo nie musza tyle ciulac na nowe auto. Im sie za bardzo nie oplaca kupowac uzywanych aut ze wzgledu na naprawde duze ceny u mechaniorow i czesci. U nas z kolei jest na odwrot. Ludzie na nowe nie maja, ale wiekszosc potrafi sama cos naprawic, ewentualnie zna jakiegos taniego magika i koszty napraw sa male. Pamietam jak wchodzily pierwsze TSi to byl strach jak nic, a tak na prawde, ile sztuk sie sypie ? nie ma tragedii, chodz dlugodystansowcow tez jak narazie, pozyjemy zobaczymy . Oczywiscie nie podwazam tego do czego wszystko zmierza, ale tez producenci nie moga przesadzic w druga strone, bo jak nowe auta beda sie jeszcze czesciej pieprzyc to nie tylko polacy zaczna sie zastanawiac nad sensem ich kupna.
producenci nie moga przesadzic w druga strone, bo jak nowe auta beda sie jeszcze czesciej pieprzyc to nie tylko polacy zaczna sie zastanawiac nad sensem ich kupna.
Po lekturze tematu widzę, że jak na razie paliwo spływające do oleju i rozrzedzające go, polacy kwitują "Przeżyjemy to :!: ". Ogólnie widzę, że niektórym można wcisnąć każdą ciemnotę i to łykają. Jak Hans wymyśli, że tłoki trzeba chłodzić cieczą ze zbiorniczka wyrównwaczego i zaprojektuje odpowiednie ujście, aby taki patent przeszedł, a auto nie ujechało 10000km. to polak też kupi i będzie płakał, że "i tak nic się nie zrobi" :roll:
Parę lat temu 98 na 100 mechaników i kierowców powiedziałoby, że takie coś jak DPF wymyślił ktoś kompletnie pierd..nięty, a dzisiaj :?: Dzisiaj się kupuje auto z DPFem, nie dopala go w korkach przy pośpiechu na zakupach, a potem jak się wysypie, to się zakłada temat na forum. Nie wiem jak to nazwać...ingnorancja...zanik myślenia...sepuku... :niewiem
VAG nas wali w dupę swoimi pomysłami, a nie którzy tutaj potrafią za plus nowych konstrukcji uznać...ciszę :wow Tak...czytałem tutaj już takie kwiatki, że to fajne silniki bo są ciche. Wyliczanie takich "zalet" , porównałbym to do komplementowania żony przez męża, że ma zadbane dłonie i ogólnie jest dobrą kobietą, pominąwszy taki aspekt, że jak go nie ma w domu, to zdradza go z trzema wielkimi murzynami naraz :hehe
Ja osobiście daję całemu VAGowi wielkiego bana za pomysły od 2013 wzwyż :fuck1 :foch: :klnie: :admin: :kciukminus :nono greenf
Skończyłem nadawać w temacie...
DPF jest wymogiem cywilizacyjnym tak jak niemożliwe jest ogrzewanie mieszkań w blokach piecami kaflowymi na węgiel
w Pekinie nawet dużo łagodniejsze normy emisji spalin są tak przekroczone, że trzeba reglamentować ruch aut w zależności od dnia miesiąca
w parzyste dni tylko auta z parzystą końcówka w numerze rejestracyjnym i odwrotnie w nieparzyste
każdy z nas nie żyje w oderwaniu od reszty społeczności atmosferę mamy wspólną i bez względu na to kto ja zanieczyści każdy z nas będzie to wdychał
mówiąc "Chrońmy Ziemię" mamy na myśli chrońmy siebie bo dla tego kawałka skały na którym żyjemy naprawdę jest obojętne kto ją zamieszkuje
czy są to dinozaury, czy ziejące ogniem wulkany
natomiast dla nas ludzi niewielkie zmiany mogą oznaczać koniec znanej nam egzystencji
ketivv ja się zgadzam z ideą ale nie w takim wykonaniu. Albo wszyscy solidarnie ponosimy koszty niezależnie kto jaki silny jest albo w ogóle.
Ochrona środowiska w wydaniu UE to dobijanie słabszych gospodarek ( a zaraz i tych silniejszych) gdyż wiele innych potęg nie przejmuje się zbytnio tym lub przejmuje w zakresie w którym nie wpływa to negatywnie na ich gospodarkę. Amerykanie przesiadają się na mniejsze silniki nie z powodu troski o planetę tylko ze względów ekonomicznych ale kto chce i kogo stać może kupować proste 7 litrowe V8 i mieć w nosie normy a Chiny czy Indie to w ogóle mają to w dupie i przez to robią się potęgami na świecie.
Swoją droga to skrajna hipokryzja dla mnie co sie w UE pod tym względem wyrabia. Co z tego , że tu się ciśnie normy jak m.in. przez to właśnie większość firm ucieka do tańszych produkcyjnie obszarów i tam przenosi produkcje z Europy. Suma sumarum i tak produkują co mają produkować i tak trują tak jak truli wcześniej tylko gdzie indziej. A np wiaterek sobie wiele i roznosi to wszystko. Ubolewa się nad zdrowiem coraz biedniejszego Europejczyka ale coraz bogatszego Chińczyka jak się podtruwa ściekami w wodzie to juz jest OK
Ktoś dawno temu miał chyba na celu pod przykrywką szlachetnych haseł zrobić z Europy drugą Afrykę, bez przemysłu, słabą i dojoną na każdym kroku. Idzie w takim kierunku
Ale to temat na inną dyskusję.
r2r, nie denerwuj się tak. Szkoda zdrowia. Nie mamy na to wpływu. Ale i nie ma przymusu jeździć VAG-iem. Mamy podobne zdania na ten temat. Nic na siłę. Zmień skodę na inna markę. Są auta napędzane jeszcze wolnossącymi beznynami z LPG nowe i tam zwróć swój wzrok a o skodzie zapomnij na jakiś czas jak i ja to zrobiłem. NIe mówię, ze nie wrócę do VAG-a. Ale wtedy gdy pójdzie po rozum do głowy i przestanie dymać klientów. Nie płaczemy tylko żegnamy się z firmą i tyle :wink: .
Ktoś nieświadomy niech daje się strzyc ale gdy wiesz o co kaman, zrób sobie przerwę. S(z)koda życia.
Na pewno jedno to jest to, że konstrukcje są coraz bardziej skomplikowane, a to wiąże się z większym prawdopodobieństwem awarii. Inaczej być nie może. poza tym dzisiaj nie decydują inżynierowie, a księgowi. I jeszcze jedna sprawa - dzisiaj na studiach uczą tzw. "planowanego postarzania produktu" czyli zaprojektowania czegoś na określony czas lub przebieg (gwarancja + jeszcze troszeczkę) :?
Tak wszyscy piszą, że nowe samochody do szmelc, a stare były dużo lepsze, a ja mam zupełnie inne przemyślenia.
MIałem kiedys Renault 21 1.7 TSE z 1990 r. Było to moje pierwsze auto. Duże, wygodne jak cholera, światnie wyposazone- jak na tamte czasy - ale .... cholernie awaryjne i kłopotliwe w eksploatacji. Elektryka przyprawiał mnie o mdłości, a to któraś z szyb nie działała, a to komp. pokładowy odmówił posłuszenstwa, a to zepsuła sie elektronika sterująca automatycznym układem przewietrzania kabiny, a to centralny zamek nie zamykał któryś drzwi. Awaryjny też był zawias, wkółko trzeba było wymieniać łączniki stabilizatorów i końcówki drążków. Ale fakt że takiego komfortu i takich przednich toteli i tylnej kanapy nie ma żaden z obecnie produkowanych samochodów ! R21 było pod względem komfortu niedoścignionym wzorcem.
Minęło troche czasu i zycie potoczyło sie tak, że mogłem pozwolić sobie na kupno nowej O II Elegance 1.6 MPI. Autem jeździłem 5 lat i nie miałem z nim jakichkolwiek problemów. Raz wymieniłem sworzeń przedniego wachacza i raz pierścień ślizgowy za kierownicą i tyle :shock: To były wszystkie naprawy mojej O II. A przecież w O II było kupę eketroniki i elektryki której w Renault 21 nie było.
Które więc auto było mniej kosztowne dle kieszeni i bardziej bezawaryjne ? To Renault 21 budowane według, jak niektórzy piszą "starej szkoły", które psuło sie na potęgę, czy też może Octavia II z którą nie było żadnych problemów, ale była autem zbudowanym według współczasnych zasad?
Autem jeździłem 5 lat i nie miałem z nim jakichkolwiek problemów. Raz wymieniłem sworzeń przedniego wachacza i raz pierścień ślizgowy za kierownicą i tyle
no ale nadmień że przebieg miałeś mały. toi tak dziwne ze sworzeń poleciał i jakiś pierścień..
A ja kiedyś rozmawiałem z pewnym człowiekiem, który to mi opowiadał o swoim koledze, którego zatrudniła jedna z firm produkujących auta. Dostał potężne pieniądze i jedyne co miał zrobić to zaprojektować klamkę do samochodu. Nic by nie było w tym dziwnego ale miał jeden warunek. Klamka ta miała się psuć w takim stopniu żeby nie dało się naprawić po okresie ok 2,5 roku. Wiec obliczono średnią ilość używania klamki w tym czasie i koleś ją projektował. Jak to się skończyło nie wiem. Patrząc np na mercedesy produkowane 30 lat temu, a teraz, historia wydaje się dość prawdopodobna.
BYŁA o1 rs
BYŁA o2 1.6
JEST S2 kombi Platinum 2.0 tdi 170 KM DSG
A ja kiedyś rozmawiałem z pewnym człowiekiem, (...) Patrząc np na mercedesy produkowane 30 lat temu, a teraz, historia wydaje się dość prawdopodobna.
Ci, którzy paszczą na to co robi VW AG, niech przeczytają poniższy tekst i go sobie dobrze na spokojnie przemyślą:
"W historii światowej motoryzacji była jedna firma, która w przeszłości popełniła dwa kardynalne błędy. Błędy te nieomal doprowadziły tę firmę do bankructwa i likwidacji. Błędy te nazywają się W 123 oraz W 124, a firmą tą jest Mercedes Benz.
Firma cudem przetrwała skutki swoich błędów i wyciągnęła zeń daleko idące wnioski, tak jak podobne wnioski z jej przykładu wyciągnęli także pozostali gracze w branży. Już nikt nigdy nigdzie nie wyprodukuje auta osobowego, którym klient bezkarnie będzie mógł robić 1 000 000km. To było i już z pewnością nie wróci"
Silnik Fiata 126P miał 24KM, 650ccm pojemności skokowej i wał korbowy tak masywny, iż jest szansa, że ważył więcej niż wał korbowy obecnie budowanych silników 1,9/2,0. Był to silnik prosty w swej konstrukcji i topornie wykonany. Czy jest jakaś alternatywa? Nikt nie każe gonić nam za coraz bardziej oszczędnymi silnikami. Chcemy oszczędniejszych silników? Muszą być lżejsze i delikatniejsze w swojej konstrukcji. W końcu z czegoś wynikał sukces silnika 1.2 TDI w VW Lupo 3L
Pozdrawiam, Robreg.
----
furmanka.blogspot.com fan ;-)
robreg ale to co napisałeś to nius "długą z brodą" .
Że beczka czy W124 to modele które bardzo wypromowały i jednocześnie dobiły merca pisze się od lat. I to, że mercedes po nich tak ostro zakręcił , zę wiele kolejnych modeli to był syf totalny z okularnikiem na czele i paroma innymi rdzewiejącymi i psującymi się struclami. Pompy hamulcowe z zaprogramowaną liczbą "depnięć" po czym śmierć techniczna to jedna z wielu spuścizn po W123 i W124. Po tym wszystkim mercedes jak dla mnie w obecnych modelach stał się jedynie bardzo luksusowy i czasami ładny bo już z pewnością w kwestii awaryjności potrafi być w ogonie.
Alonzo_, nie zamieściłem tego cytatu jako niusa, to pewne wydarzenie historyczne, o którym każdy, kto płacze i psioczy na obecne samochody powinien sobie czytać tyle razy aż zrozumie o co w tym tekście chodzi i zrozumie, że od tego trendu nie będzie już nigdy odwrotu.
Na przykładzie jednostek napędowych VW widać to doskonale. Szczyt trwałości ograniczonej przez trwałość materiałową to w przypadku silników wysokoprężnych były chyba ostatnie jednostki z pompą rotacyjną, PD i CR to cofanie się do granicy gwarancji. Jest mnóstwo przejawów tego trendu (mechanizm rozrząd w PD, napęd rozrządów w TSI itp itd), a "długą brodę" ma po raz kolejny podnoszenie tej dyskusji.
Pozdrawiam, Robreg.
----
furmanka.blogspot.com fan ;-)
Szczyt trwałości ograniczonej przez trwałość materiałową to w przypadku silników wysokoprężnych były chyba ostatnie jednostki z pompą rotacyjną, PD i CR to cofanie się do granicy gwarancji. Jest mnóstwo przejawów tego trendu (mechanizm rozrząd w PD, napęd rozrządów w TSI itp itd), a "długą brodę" ma po raz kolejny podnoszenie tej dyskusji.
...ale na forum chwali się tylko osiągi, rozkminia jak schipować na jeszcze więcej i czasem nawet zajadle broni tych wszystkich nowinek. Dlaczego więc płacz :?:
Ci, którzy paszczą na to co robi VW AG, niech przeczytają poniższy tekst i go sobie dobrze na spokojnie przemyślą:
"W historii światowej motoryzacji była jedna firma, która w przeszłości popełniła dwa kardynalne błędy. Błędy te nieomal doprowadziły tę firmę do bankructwa i likwidacji. Błędy te nazywają się W 123 oraz W 124, a firmą tą jest Mercedes Benz.
powyższe to tak raczej z pogranicza tzw. urban legend :roll:
mattyah4x4, to, co sobie piszemy to jedno, to co zrobił MB to drugie.
Opracowanie jest bardzo fajne, tylko wydaje mi się trochę przestrzelone :twisted: . Skutki wprowadzenia W123 i W124 to nie rok 1980-ty, a mniej więcej dziesięć lat później. W123 nie był nauczką dla MB, był nim W124 (a więc jak pisałem przełom lat 90-tych, a nie 80-tych), "opamiętali" się dopiero przygotowując W210, czego skutki można zobaczyć tu i ówdzie między innymi na taksówkach.
Niemniej jednak jest to czysto akademicka dyskusja. Czasu nie wrócimy, a producenci nie zaczną z powrotem robić porządnie samochodów. Przy tak masowej produkcji robienie tak dobrych produktów, jak na to pozwala obecna technologia, jest wprost wbrew interesowi producentów, chyba, że ziemskie samochody ktoś będzie chciał kupować na Marsie.
Komentarz